Zaloguj się
Cezary Zamana o rywalizacji z Jensem Voigtem

Gospodarz Częstochowa Trek Race i gość specjalny tego wydarzenia znają się nie od dziś. Mimo zaciekłej rywalizacji na szosach na całym świecie, do dziś pozostają znajomymi i darzą się sportowym szacunkiem. Jak Cezary Zamana wspomina swoje kolarskie pojedynki z Jensem Voigtem?

Kolarski los nie raz i nie dwa rzucił Jensa Voigta i mnie do tego samego peletonu. Kilkakrotnie rywalizowaliśmy między sobą o punkty w klasyfikacji generalnej różnych wyścigów w całej Europie. Ale najmocniej w pamięć zapadł mi 60. Tour de Pologne z 2003 roku, w którym obaj staraliśmy się o jak najlepszy rezultat. Ja w trykocie Action Nvidia Mróz, a Jens – w Crédit Agricole. Po pięciu etapach czułem, że triumf w całym wyścigu jest całkiem realny. Dobra jazda całego zespołu pomogła mi w wywalczeniu dobrego miejsca, z którego mógłbym atakować podium Touru. Na drodze do finałowego triumfu stał nam przede wszystkim królewski, szósty etap z Piechowic do Karpacza z sześcioma podjazdami pod Orlinek w bardzo trudnych warunkach w deszczu i niskiej temperaturze. 166,5 kilometra, z czego końcówka to wymagająca wspinaczka. Po nim był jeszcze etap krótki, ale za to z 3 podjazdami pod Orlinek oraz ciężka czasówka.

Na trasie szóstego etapu zawiązała się ucieczka, w której znalazł się Jens. Niemiecki kolarz ruszył do przodu, jak tylko zaczął padać deszcz. Dołączyłem do niego na przedostatnim podjeździe i po krótkiej chwili na złapanie oddechu zaatakowałem, by na szczyt Karpacza wjechać z ponad 30-sekundową przewagi nad Jensem oraz pozostałymi kolarzami, którzy już pojedynczo wjeżdżali w różnych czaowych odstępach. Zjeżdżałem bardzo ostrożnie, po śliskiej drodze z wieloma lezącymi mokrymi liśćmi zerwanymi od dużego wiatru. Jens znakomicie wykorzystał moją jazdę i szybko mnie dogonił. Ostatnie pięć kilometrów pod górę zaczęliśmy razem. Współpracowaliśmy ze sobą, by zyskiwać przewagę nad peletonem, ale w końcu rywal osłabł. Zerkałem na niego i widziałem, że dalej muszę jechać sam. Po 1000 metrów, na pierwszym sztywniejszym odcinku zostawiłem go. Ostatecznie Jens, bardzo zmęczony i starający się utrzymać moje tempo, za swoje starania zapłacił, mówiąc po kolarsku, odcięciem prądu. Wyprzedziło go jeszcze 10 innych kolarzy i finiszował na 12. pozycji, tracąc do mnie 2:18.

Mam do Jensa wielki szacunek – za jego postawę na szosie, jak i poza nią. Jako kolarz zawsze dawał z siebie wszystko, ambitnie walczył na każdym etapie w każdym wyścigu i słusznie zyskał sympatię kibiców. Bardzo rzadko kalkulował i kapitulował, za to zdecydowanie częściej walczył, kierując się sercem, a nie rozumem. A trzeba pamiętać, że startował w najtrudniejszych wyścigach na świecie, wliczając w to Tour de France, gdzie walkę o etapach łączył ze zdobywaniem punktów do indywidualnej oraz wspieraniem swoich drużynowych kolegów.

Bardzo cenię też jego postawę po zakończeniu sportowej kariery w 2014 roku. Skutecznie promuje kolarstwo, spotykając się z kibicami czy uczestnicząc w różnych wydarzeniach. Cieszę się na możliwość powtórnego spotkania z nim podczas Częstochowa Trek Race.

Wierzę ze jego start ze mną i z wieloma polskim miłośnikami kolarstwa przyniesie wszystkim nam dużo satysfakcji i wiedzy, jak radować się tą ciężką, ale najpiękniejszą dyscypliną sportu.

2018-08-28 POWRÓT

 

441 kilometrów zleciało jak z bicza strzelił
Długo wyczekiwana filmowa premiera
Po maratonie w Częstochowie
Biuro zawodów podczas Częstochowa Trek Race
O cookies
Cyklopedia/3w4u.eu
Czy możemy Ci
w czymś pomóc???
Napisz do nas